Wyruchać cię?
Chciałbyś.
Chciałbym.
Zapomnij.
(...)
Dlaczego każdy jeden kutas tkwi w przekonaniu, że to właśnie on jest tym, który zerżnie cię tak, że jeszcze na łożu śmierci będziesz odczuwała ból dupy.
A wszystkie gruchy wyginają się na jedno kopyto. Serio. Zero zróżnicowania.
Jest godzina 18:00. Budzę się z bólu. Idę do kibla i w lustrze widzę szare ścierwo z obtłuczoną połową twarzy. Zbiera mi się. Puszczam pawia pod nogi. Mam jakieś 40 minut do następnego. Nie zdążę się wykąpać. Przecieram cipę i twarz nawilżającymi chusteczkami. Została jedna, na wszelki wypadek. Czasem te chuje walą tak, jakby nie oglądały światła przez miesiąc. Na samą myśl w moich ustach gromadzi się ślina. Przełykam ją i skupiam się na czasie. 30 minut. Wycieram podłogę papierem, cała się lepię. Wkładam łeb pod strumień lodowatej wody. Zawsze pomaga. Walę na siebie tony podkładu, żeby zatuszować sińce. Wciągam na siebie rajstopy zataczając się po pokoju. 15 minut. Kombinezon. Włosy. Oczy. Usta. Tego siniaka nad górną wargą nie ukryję. Pierdolę. Jak mu się nie będzie podobać to powiem, żeby stąd wykurwiał. Nie mam dzisiaj siły na żadne zasrane kłótnie. 10 minut. Zajebiście. Zdążę jeszcze zajarać. Wychylam się przez okno i patrzę w dół. Widzę. Idzie. Co z tego, że w garniturze. Co z tego, że nie stary. Co z tego, że może nawet przystojny. Nic kurwa. Bo i tak będę tylko jego suką do chędożenia dopóki mu ten fiut w ryj nie wystrzeli albo mu go nie odgryzę. Ja pierdolę jak ja już kurwa nie mogę.
Dzwonek. Otwieram.
Wyruchać cię?
Chciałbyś.
Chciałbym.
Gryzę się w język.
To czego kurwa tak stoisz jak jakaś pizda. Rusz się i zerżnij mnie tak, żebym poczuła twojego fiuta w gardle.
Zamykam oczy. I włączam tryb niemyślenia. Idzie mi coraz gorzej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz