niedziela, 15 marca 2015



Zmieniają się miasta, zmieniają się łóżka, i osoby w nich też się zmieniają. Codziennie byle inaczej.
I ja się w tym zmieniam.Z tym się zmieniam.

Oczy szczypią od niespania, dupa boli od ruchania.
To jest życie. Prawdziwe i małomoralne. Nic tak nie cieszy jak wreszcie się wyspać, zmyć z siebie cały sposób bycia dnia poprzedniego i walnąć się na prześcieradle bez skrupułów zajmując całą dostępną przestrzeń.
To są te momenty napadów szczęścia. Leżysz. Masz sufit. Często biały, trochę brudny. I żarówę, która daje po oczach. Ale nie wyłączasz jej. Wlepiasz się w nią, bo myślisz, że bez niej straciłabyś doszczętnie poczucie rzeczywistości.
Nikt się nad tym nie zastanawia. Tak już jest. Przetrawiasz te swoje myśli i złudne wrażenia. Nie ma końca. Gapisz się. I te oczy pieką. Wreszcie z przesuszenia zamykasz się i śpisz. A rano się budzisz.
I pierwsze co widzisz.
Znów ta żarówa.
I tak w kółko.
Zaraz się porzygam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz